4 dni na południu Teneryfy

Jak już wspomniałem, podczas tego wypadu chcieliśmy koniecznie wygrzać się w niemal zwrotnikowym słońcu, dlatego mimo że nie jesteśmy w typie jaszczurek plażowych, pierwsze cztery dni zabookowaliśmy na południu. Dzięki uprzejmości Ryanaira wylądowaliśmy w niedzielne popołudnie na Teneryfie Południowej (TFS). Lot z Krakowa trwał ponad 4,5h, co w samolotach klasy ekonomicznej było mało komfortowe, ale nie ma co wybrzydzać – w końcu lecieliśmy NA wakacje 🙂

W lotniskowej wypożyczalni samochodów czekała nas pierwsza niespodzianka – pomimo wykupienia  pełnego ubezpieczenia od wszelkich kosztów, miły señor postanowił pobrać na poczet paliwa kaucję w wysokości prawie €100 i poinformował nas, że mamy oddać samochód z pustym bakiem, a nie jak zwykle z pełnym. Nie interesowała go gwarancja pokrycia wszystkich kosztów ani nawet to, że bak 32 litrowy w naszym gaziku pomieści benzyny za mniej więcej połowę tej kwoty. Nie zgasiło to jednak naszego animuszu – po krótkiej walce odpuściliśmy i odbierając kluczyki skierowaliśmy się na parking.

Mały Seat po zapakowaniu się 4 osób z bagażami nie brzmiał zbyt szczęśliwie. Służył dzielnie, starał się jak mógł, ale fizyki nie oszukasz – im wyższe wzniesienie, tym więcej dokładaliśmy od siebie siły woli, aby jednak dojechać na miejsce. Na szczęście z lotniska do Costa Adeje, miejscowości w której chcieliśmy spędzić kilka pierwszych dni, nie było daleko. Przed godziną 18:00 zajechaliśmy na miejsce i poczyniliśmy pierwsze obserwacje.

Podstawowe informacje o Costa Adeje

Costa Adeje to typowy kurort, z deptakami, plażami, restauracjami i wielopokojowymi apartamentowcami i hotelami. Nie różni się zasadniczo od większości typowo turystycznych kurortów, które można spotkać w każdym zakątku znanego nam wszechświata. Na wąskich ulicach przeważają knajpy angielskie, irlandzkie, niemieckie, a nawet napotkaliśmy polską. Restauracje serwują steki, frytki, pizzę, ale też owoce morza. Na szczęście wpisywało się to w nasz plan na pierwszą część pobytu – miało być kurortowo, plażowo, wypoczynkowo.
Nasza kwatera przejawiała standard typowo kurortowy – było czysto i przestronnie, z widokiem na nieco oddalone morze, jednak wystrój trącił z lekka tandetą i taniością. Kwaterę znaleźliśmy na Airbnb i ze zdjęć zapowiadała się bardzo fajnie – dwie sypialnie, salon, kuchnia, dwa tarasy. W sumie nie planowaliśmy spędzać czasu wewnątrz, więc średni standard nie przeszkadzał nam zbytnio. Po zrzuceniu rzeczy popędziliśmy na kolację do zarezerwowanej wcześniej restauracji El Molino Blanco, polecanej jako fantastycznie miejsce, ze świetną paellą i wyjątkowym klimatem 🙂 Śmiało możemy polecić tę knajpę, bo chociaż nie jest tania to wpisuje się idealnie w naszą wizję hiszpańskiej, trochę romantycznej, don kichotowej ostoi. Stoły obsypane płatkami róż, kucharz śpiewający po hiszpańsku Cumpleaños feliz, czyli ichniejsze „Sto lat” i wręczający kwiaty obchodzącej po kryjomu urodziny Ani, sporych rozmiarów atrapa młyna wiatrowego przy wejściu oraz nadzwyczajne poczucie humoru obsługi – to jest miejsce, które bezsprzecznie trzeba odwiedzić będąc w Costa Adeje.

Drugiego dnia uderzyliśmy na plażę. A plaże na Teneryfie są inne, niż te do których przywykliśmy w innych rejonach świata. Czarny piasek pochodzenia wulkanicznego jest tak drobny, że najmniejsze podmuchy wiatru unoszą jego ziarenka powodując ciekawy efekt wizualny. Plaża mieni się grafitowym odcieniem, a drobiny piasku lądują wszędzie – jak to na plaży 😉 W każdym razie całodniowy pobyt na słońcu, przy ponad 27 stopniach Celsjusza, dał nam wyczekiwane poczucie błogiego relaksu. W Costa Adeje jest kilka plaż, które nie różnią się specjalnie od siebie. Zejście do nich jest z deptaka, który ciągnie się wzdłuż wybrzeża, a poszczególne plaże są od siebie oddzielone falochronami, które dodają zarówno uroku, jak i intymności.

Wzdłuż wspomnianego deptaka rozłożone są stragany z wszelkiej maści turystycznymi pierdołami, których nie sposób uniknąć w jakimkolwiek turystycznym zakątku świata. Jest również kilka sklepów spożywczych, w których można zaopatrzyć się w najbardziej potrzebne artykuły, w tym piwo 🙂 Chociaż w całej Hiszpanii od 2002 roku obowiązuje zakaz spożywania alkoholu w miejscach publicznych, to przez cały pobyt nie byliśmy niepokojeni przez żadnych stróżów prawa i moralności. Widocznie w kurortach na tego typu zachowanie przymyka się oko, o ile piciu piwa na plaży nie towarzyszy zbyt ekspresyjne zachowanie.

Costa Adeje spełnia swoją funkcję, jako miejsce wakacyjnego odpoczynku. Średnia wieku jest dość zaawansowana, właśnie przez kurortowy charakter miejscowości. Dominującymi narodowościami są Niemcy, Brytyjczycy, Rosjanie, ale nie brakuje również Polaków. Jeśli marzycie o słońcu i spokoju, to z czystym sercem możemy polecić to miejsce na kilka dni. Dla nas po czterech dniach przyszedł czas na Północ Teneryfy. Wybraliśmy małą miejscowość Garachico.

Dodaj komentarz