Pustynia Negew, czyli najpiękniejsze miejsce w Izraelu

Droga przez pustynie Negew - prawdopodobnie najpiekniejsze miejsce w Izraelu

Trzeciego dnia naszych wakacji mieliśmy w planach przebycie samochodem z południa Izraela na północ, do Jerozolimy. Od miejsca docelowego dzieliło nas około 350 km, które w całej swej rozciągłości wypełniała Pustynia Negew. Mieliśmy z nią do czynienia tuż po wylądowaniu w Ovdzie, ale z powodu burzy piaskowej nie byliśmy w stanie wiele dostrzec. W każdym razie tliła się w nas iskra ciekawości, gdyż dotychczas nie mieliśmy z pustyniami wiele do czynienia.

„Pustynia Negew to prawdopodobnie najpiękniejsze miejsce w Izraelu”

Tak przynajmniej twierdził przewodnik w naszym busiku transferowym z lotniska. Mieliśmy się o tym przekonać tego dnia 🙂

Jednak aby przejazd przez pełnoprawne pustkowie nie był jałowy, postanowiliśmy po drodze „zwiedzić” Park Narodowy Timna, leżący około 20 minut drogi na północ od Ejlatu.

formacje skalne w timna park

Wjazd kosztował nas około 50 szekli od osoby, czyli mniej więcej po 50zł. W zamian za to mieliśmy możliwość przejechania samochodem od jednej skało-atrakcji do innej oraz skosztowania beduińskiej herbaty z lokalnie rosnących ziół. Warto przygotować się do tej wycieczki, ponieważ jest albo zimno, albo piekielnie gorąco, a najpewniej jedno i drugie w różnych odstępach czasowych i konfiguracjach. Nakrycie głowy, odzież wierzchnia oraz woda mineralna to zestaw obowiązkowy podczas wizyty w Timnie. Pomimo tych niedogodności, poszczególne formacje skalne przykuwają uwagę, nasuwają skojarzenia z różnymi marami sennymi, zabierają nas w przestrzeń, której na co dzień w Europie nie doświadczamy.

hieroglif egipski w timna park

Podczas wycieczki po Parku Narodowym Timna można również zobaczyć prawdziwy egipski hieroglif, pozostałość po starożytnych czasach na skale obok ruin egipskiej świątyni. Czas nie obszedł się łaskawie z malowidłem, co zmusiło nas do wysilenia wyobraźni w celu dostrzeżenia kształtu owej zamierzchłej sztuki naściennej. Po zobaczeniu wszystkich atrakcji Parku spędziliśmy kilkanaście minut w restauracji, która znajduje się na końcu drogi. Tutaj oprócz zakupu napojów, jedzenia i klasycznych pamiątek jest możliwość przygotowania dla siebie takiej wyjątkowej – małej buteleczki wypełnionej kolorowym piaskiem Negewu. Buteleczki dostajemy w zamian za bilecik kontrolny właśnie w sklepie z pamiątkami, piaskiem napełniamy je na zewnątrz, by na koniec zasklepić wylot butelki gliną. Bardzo fajny pomysł na pamiątkę z Izraela, należy jednak pamiętać, aby mocno piasek ubić, żeby kolorki nam się w dalszej podróży nie pomieszały 😉

filary króla salomona w timna park

Po kawie i kontrolnej toalecie, zaopatrzeni w buteleczki z piaskiem o wolno schnącej glinie u wylotu, wpakowaliśmy się do Micry i ruszyliśmy w dalszą podróż. Naszym celem była Jerozolima, ale chcieliśmy po drodze zaczepić o Beer Shewę, która zwana stolicą Negewu wydawała nam się ciekawym punktem do zobaczenia zza szyby samochodu. Jednak zanim przekroczyliśmy rogatki miasta mieliśmy okazję nacieszyć oczy pustynią. Okazja trwała około 3 godziny i każda jej minuta wypełniona była skałami, piaskiem i horyzontem łączącym postrzępione chmury ze skalistymi górami.

Podróż przez „prawdopodobnie najpiękniejsze miejsce w Izraelu” jest z całą pewnością niesamowitym przeżyciem. Droga dłuży się, ciągnie, wiedzie przez dziesiątki kilometrów niczego, czasami prosta jak strzała ginie na horyzoncie, to znowu meandruje pomiędzy skałami prowadząc nas na wzniesienie, za którym można się spodziewać kolejnej prostej, lub kolejnego wzniesienia. Otaczającą nas pustkę odczuwałem w dziwny sposób. Ta przestrzeń nie dawała poczucia otwartości, wolności, ale miałem wrażenie takiej natarczywości, zajmowania przez nią miejsca, pewnego niepokoju. Szczególnie podczas przystanków, gdy zaparkowany na poboczu samochód nie stanowił żadnej bariery pomiędzy nami a Pustynią Negew. Spacer parę metrów w jedną bądź drugą stronę męczył psychicznie – przecież tutaj nie ma dokąd iść, nie ma tutaj nic, a jednocześnie jest tak gęsto…

Co jakiś czas mijaliśmy osady beduińskie, które z daleka wyglądały na wysypiska śmieci, a dopiero po zbliżeniu się pozwalały na odróżnienie od siebie baraków, pojedynczych jeepów czy też stert beczek i skrzyń o niewiadomej zawartości. Wszystko przypominało slumsy, z chatami zbitymi z różnokolorowych kawałków blachy i desek (przypominam: najpiękniejsze miejsce w Izraelu!). W niedalekiej odległości można było dostrzec stado pasących się owiec, czasami jakiegoś wielbłąda. Wszystko działo się w odległości kilkudziesięciu metrów od głównej drogi przecinającej Pustynię Negew i trudno było nie odnieść wrażenia, że życie tych ludzi toczy się zupełnie obok normalnego życia nowoczesnych Izraelczyków.

Czolg przed baza wojskowa na pustyni Negew

Zanim dotarliśmy do Beer Shewy minęliśmy kilka jednostek wojskowych. Zza kolczastego ogrodzenia wystawały wojskowe baraki, a pomiędzy nimi można było dostrzec zaparkowane w spokoju czołgi. W kontekście tego, że właśnie przejechaliśmy jakieś 100km przez pustynię i że przed nami kolejne 100km pustyni, trudno nie odnieść wrażenia, że jednostki wojskowe bronią po prostu niczego. Dopiero po jakimś czasie dotarło do mnie, że w państwie które istnieje od kilkudziesięciu lat i otoczone jest właściwie z każdej strony wrogo nastawionymi do Izraela arabami, ważne jest bezpieczeństwo nawet najbardziej oddalonego od cywilizacji skrawka pustyni. Pustynia Negew to jest ich pustynia, na którą czekali bardzo długo, o którą walczyli na salonach politycznych Europy i świata, a później podczas wielu potyczek i wojen z Egiptem, Jordanią, Syrią, Irakiem czy też Libanem. I o którą w zasadzie nadal walczą, będąc państwem nieuznawanym przez większość sąsiadów.

Pustynia Negew ma też swoją stolicę – miasto Beer Shewa

Beer Shewa przywitała nas korkiem ulicznym, w którym niestety spędziliśmy sporo czasu. Stolica Negewu ukazała się nam miastem nowoczesnym, dużym ośrodkiem akademickim, ze znanym Uniwersytetem Ben-Guriona. Z resztą studenckość tego miejsca można było rozpoznać po charakterze knajpek, serwowanego tam jedzenia i napitków. Czuliśmy się w sumie jak w zwykłym mieście Zachodniej Europy i po spałaszowaniu w jednym z lokali izraelskich przystawek i typowo europejskiego burgera, ruszyliśmy w dalszą drogę. Na odchodne poczyniliśmy obserwację, że gdyby nie specyficzna architektura budynków (bardzo małe okna, chroniące przed żarem słonecznym) i mijani co jakiś czas pojedynczy Chasydzi trudno byłoby stwierdzić, że jesteśmy w Izraelu, na Półwyspie Arabskim.

Do Jerozolimy wjeżdżaliśmy od strony zachodniej, już po zmroku. Autostrada prowadziła dolinkami, tunelami, estakadami, a Jerozolima coraz gęściej obsadzała rozświetlonymi osiedlami okoliczne wzgórza. Dzięki temu płynęliśmy w mroku na dole, a na górze ożywało miasto. Nasz hotel znajdował się w dzielnicy muzułmańskiej, jakieś 100 metrów od północnego muru starego miasta, więc mieliśmy okazję przejechać przez kawał Jerozolimy zanim zalogowaliśmy się w hotelu.

Podróż tego dnia obfitowała w wiele obserwacji społecznych, politycznych i geologicznych – Pustynia Negew jest zdecydowanie warta zobaczenia, a już na pewno warto ją poczuć, nawet jeśli nie jest to najpiękniejsze miejsce w Izraelu 😉

1 Comment

  1. […] a w okolicy Zion Square czekał na nas pub „Dublin” z zimnym Guinnessem ???? Po tak wyczerpującej podróży przez Pustynię Negew zasłużyliśmy na chwilę relaksu, a okazja zobowiązywała do zaangażowania się w […]

Dodaj komentarz