Stare Miasto i Zion Square, czyli skrajnie różne atrakcje Jerozolimy

Przybyliśmy do Jerozolimy już po zmroku, a w planach mieliśmy jeszcze udanie się na Zion Square – wszak był 17 marca, czyli Dzień Świętego Patryka, a w okolicy Zion Square czekał na nas pub „Dublin” z zimnym Guinnessem 😉 Po tak wyczerpującej podróży przez Pustynię Negew zasłużyliśmy na chwilę relaksu, a okazja zobowiązywała do zaangażowania się w świętowanie. Wszak inne atrakcje Jerozolimy czekały tam od tysięcy lat – mogły jeszcze na nas poczekać te parę godzin 😉

Nasz hotel (New Metropol Hotel) umiejscowiony był mniej więcej 100 metrów od północnych murów Starego Miasta, w dzielnicy muzułmańskiej. Wujek Google pokazał na mapie 25-minutową trasę spacerem i pełni animuszu ruszyliśmy w drogę do knajpy. Mieliśmy do pokonania zaledwie dwa kilometry, ale nasze kroki wyprowadziły nas z arabskiej dzielnicy Bab alZahra, następnie przez dzielnicę Musrare, zasiedloną przez ortodoksyjnych żydów, aby doprowadzić nas do Downtown Triangle (nie znalazłem tłumaczenia na język polski) – dzielnicy o typowym europejskim charakterze, z Zion Square – miejscem artystów, wolnomyślicieli i jerozolimskich hipsterów 🙂

Panorama Jerozolimy widziana z murów Starego Miasta

Skrajnie różne atrakcje Jerozolimy…

Zderzenie mojego wyobrażenia o Jerozolimie z Zion Square było zaskakujące. Spodziewałem się, że to miasto ma do zaoferowania głównie historyczno-religijne atrakcje, szczególnie jeśli z braku czasu chcieliśmy spędzić tylko 2 dni w Jerozolimie. Tymczasem Zion Square powitał nas barwnym, roześmianym tłumem ludzi, pomykającymi tu i ówdzie grupkami znajomych kierujących się do knajp, sklepów, kawiarni. Byliśmy świadkami kilku happeningów, ktoś grał na gitarze, ktoś inny znowu na bębnach – ot miejsce skupiające ludzi o społeczno-artystycznym zamiłowaniu. Poczułem się jak w dużym europejskim mieście, a tymczasem znajdowałem się w 600-tysięcznej Jerozolimie na Półwyspie Arabskim 😉

Krążąc po okolicy wyłapaliśmy dźwięk dud, w tym samym momencie, w którym stwierdziliśmy, że nie możemy znaleźć pubu Dublin 😉 Na wejściu przywitali nas rośli Rosjanie pilnujący bramki i mniej rosły dudziarz o bliżej niesprecyzowanej narodowości, ale dmący w dudy. Ubrany był w tradycyjny irlandzki strój i mocno poruszyła nas kontrastowość całej sytuacji. W środku tłum i dym (zakaz palenia w miejscach publicznych jeszcze nie dotarł do Izraela), ale miło, skocznie, znajomo jakoś – wszystkie Irish Puby wyglądają podobnie. Machnęliśmy po duuużym Guinnessie, czyniąc honory i dopełniając formalności w Dniu Świętego Patryka w Świętym Mieście. Pamiątkowe video-selfi z dudziarzem (do Rosłych Rosjan nie podchodziłem) i udaliśmy się do hotelu – wszak następnego dnia mieliśmy poznać te najważniejsze atrakcje Jerozolimy.

Stare Miasto w Jerozolimie

Ukryte w cieniu uliczki Starego Miasta są dużą atrakcją JerozolimyJak się okazało, mury starego miasta były w zasadzie tuż tuż i obudziliśmy się następnego dnia patrząc na nie przez okno naszego hotelu. Śniadanie (znośne), woda do plecaka (z kranu) i sprzęt foto (którego wieczorem nie zabrałem, a żałowałem…) i ochoczo ruszyliśmy w drogę wzdłuż murów starego miasta. Mieliśmy w planach obejście ich z prawej strony (patrząc od Północy) aby wejść do starego miasta Bramą Jafską (Jaffa Gate). Podczas naszego spaceru mijaliśmy żołnierzy i policjantów. Dużo żołnierzy. I jeszcze więcej policjantów. Na chodnikach, schodach, na środku ronda, na dachach, wierzchem na koniach. W budkach, radiowozach. W kamizelkach kuloodpornych, zwykłych mundurach, w hełmach. Z bronią krótką, długą, z karabinami snajperskimi, z pałkami. Na odcinku dwustu metrów spotkałem więcej policji i wojska niż przez całe swoje życie, a do najgrzeczniejszych nie należałem 😉

Doświadczyliśmy organoleptycznie, że Jerozolima to punkt sporny, to punkt zapalny, w którym ścierają się kultury i religie, które pozornie koegzystują obok siebie. Służby izraelskie pilnują porządku w mieście przeciętym linią demarkacyjną, rozdzielającą od 1949 roku tereny izraelskie od arabskich, po zakończeniu I Wojny Izraelsko-Arabskiej. Pilnują porządku w mieście nazywanym przez Palestyńczyków stolicą Palestyny. A to pilnowanie porządku zwolennicy Autonomii Palestyńskiej nazywają okupacją Jerozolimy. Widać, że sprawa zabezpieczenia tego miejsca jest traktowana poważnie, z resztą jak wszystkie kwestie bezpieczeństwa w Izraelu. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia…

Tłum muzułmanów porzuca swoje zajęcia i udaje się na modlitwyStare miasto Jerozolima jest miejscem, które trzeba zobaczyć. Czy jest się osobą głęboko lub płytko wierzącą. Czy jest się miłośnikiem architektury lub obserwacji społecznych relacji. W tym miejscu czuć magię, czy ktoś w magię wierzy, lub nie. Stara Jerozolima podzielona jest na 4 dzielnice: muzułmańską, żydowską, chrześcijańską oraz ormiańską. Wspólna dla wszystkich czterech dzielnic jest architektura, oparta o kamienne budowle z piaskowca i wąskie uliczki, przez które cudem przeciskają się samochody (i to nie przez wszystkie). To co różni te dzielnice to atmosfera…

Dzielnica Żydowska w Jerozolimie

Zwiedzanie Starego Miasta Jerozolimy zaczęliśmy od dzielnicy żydowskiej. Kluczyliśmy po wąskich uliczkach, obserwując lokalnych sprzedawców, grupki żołnierzy oraz pojedynczych przedstawicieli ortodoksyjnych frakcji żydowskich. Co jakiś czas odmawialiśmy lokalnym oprowadzaczom, którzy bez większego przymusu zachęcali nas do skorzystania z ich wiedzy o mieście. W tej dzielnicy można było doświadczyć największej liczby żołnierzy, którzy z tam i z powrotem błąkali się po okolicy.

Żydzi pod Ścianą Płaczu, modlą się (i nie tylko)Największą atrakcją Jerozolimy można uznać Ścianę Płaczu (Western Wall), czyli zachodnią ścianę dawnej synagogi, która jako jedyna ostała się z zawieruchy czasów. Jest to jedno z najświętszych miejsc dla wyznawców judaizmu i fakt ten jest zauważalny dwójnasób. Po pierwsze tłumy żydów wznoszą swoje modlitwy kontemplując Ścianę, przekazując swoje prośby Bogu, wtykając karteczki między szczeliny w Ścianie. Przestrzeń jest podzielona na dwie części: męską oraz kobiecą i porządek pod tym względem jest mocno przestrzegany. Po drugie, nie da się wejść na plac pod Ścianą Płaczu bez poddania się kontroli bezpieczeństwa. Wszystkie drogi i schody prowadzą do bramek z wykrywaczami metali, które zostały zgrabnie ukryte przed oczami osób, które obserwują pozostałości świątyni spoza placu.

Widok modlących się żydów, szczególnie tych najbardziej ortodoksyjnych, z tefilinami na głowach i pogrążonych w śpiewnym transie, zmusza do refleksji nad miejscem religii w życiu człowieka. Nad naturą, darem lub przekleństwem wiary. Nad pozbyciu się sprawstwa, odpowiedzialności, na rzecz Bóstwa, którego jakiekolwiek ślady działalności są podatne na interpretacje, dogmaty, ułomność fanatycznego oddania. Jako świadomi Europejczycy zamieramy wpatrzeni w ten obrazek. W głowie przerabiam myśli, kim są Ci ludzie poza religią? Czy istnieje dla nich życie osobiste, nie poświęcone i podporządkowane w całości Bogu? Jak przebiega proces logiczny w głowie kogoś, kto bije czołem o kamienną ścianę, powierzając swój los, swoje pragnienia Bogu? Otrząsam się, przypominając sobie, że wszystkie religie są takie same….

Nad Ścianą Płaczu góruje złota kopuła meczetu Al-AksaKierujemy swe kroki w kierunku wyjścia. Ostatnie spojrzenie na Ścianę Płaczu. Nad pogrążonymi w modlitwie żydami widać złotą kopułę meczetu Al-Aksa, górującą ponad Dzielnicą Muzułmańską…

Dzielnica Muzułmańska w Jerozolimie

Dzielnica Muzułmańska jest największą z czterech dzielnic starej Jerozolimy. Zajmuje niemal połowę jej obszaru a do części w której mieści się meczet Al-Aksa nie mają wstępu innowiercy. My zatrzymaliśmy się na barierce strzeżonej przez dwóch żołnierzy, którzy miłym (acz stanowczym) gestem wskazali nam boczną drogę, która nie prowadziła tam, gdzie chcieliśmy dojść. Przez to mogliśmy jedynie obserwować życie dzielnicy muzułmańskiej z bardziej świeckiego punktu widzenia. A było na co patrzeć…

Po pierwsze w tej dzielnicy nie jest tak czysto jak w innych dzielnicach starego miasta. Śmieci jest sporo, widoczny jest brak dbałości o wspólną przestrzeń i trudno nie odnieść wrażenia, że Arabowie tak po prostu mają. Na własne oczy widzieliśmy jak dzieciak na oko sześcioletni po rozpakowaniu loda wyrzuca papierek wprost na ziemię. Ponadto dużo tutaj straganów i nawołujących sprzedawców, próbujących upchnąć wszelakie barachło, o znikomej wartości użytkowej i jeszcze mniejszej wartości artystycznej. Mieliśmy okazję zaobserwować tłum pędzący na modły po nawoływaniach imama. Byliśmy chyba jedynymi osobami, którzy kierowali swe kroki pod prąd tego strumienia ludzi. Ulice opustoszały na czas modlitw i to dosłownie. Przy pracy nie został ani jeden sprzedawca, ani jeden handlarz, wszyscy zawinęli się i zniknęli wraz z tłumem na placu świątynnym. Postanowiliśmy skierować się w kierunku dzielnicy chrześcijańskiej, rozpoczynając swą wędrówkę od początku drogi krzyżowej, czyli Via Dolorosa.

Początkowe stacje tradycyjnej drogi krzyżowej znajdują się wzdłuż Via Dolorosa i można je rozpoznać po charakterystycznym półkolistym ułożeniu kostki brukowej. Niektóre z nich są dodatkowo chronione przez kordon policjantów, leniwie obwieszających sobą barierki ogradzające daną stację. Najczęściej słyszanym językiem był (uwaga!) język polski! Minęliśmy kilka grup pielgrzymów, którzy w różnym tempie i o różnym poziomie zanurzenia mistycznego przemierzali drogę krzyżową w Jerozolimie. Grupy te, w większości mocno zaangażowane religijnie, próbujący wymodlić życie wieczne, kontrastowały z zaangażowanymi handlowo arabami, próbującymi zarobić na życie doczesne.

Dzielnica Chrześcijańska w Jerozolimie

Droga krzyżowa w większości znajduje się w części muzułmańskiej, a tylko ostatnie jej stacje zostały umieszczone w dzielnicy chrześcijańskiej. W większości są one wewnątrz Bazyliki Grobu Świętego (ang. Church of the Holy Sepulchre), świątyni wybudowanej w miejscu tradycyjnie uznawanym za miejsce męki i złożenia do groby Jezusa Chrystusa. Pod względem architektonicznym widoczne są efekty wielu remontów, dobudówek, większych lub mniejszych przekształceń i w ten sposób też powinno się ten budynek odbierać – jako świadectwo historii, przechodzenia zabytku z rąk do rąk, pożarów, trzęsień ziemi i innych spektakularnych zdarzeń, które wyryły swoje piętno w tej substancji.

Bazylika Grobu Pańskiego w Jerozolimie jest wielką atrakcjąAby wejść do świątyni należy przebyć dziedziniec i przekroczyć jej wrota. Tuż za nimi znajduje się Kamień Namaszczenia, który zgodnie z tradycją chrześcijańską posłużył do przygotowania ciała Jezusa przed złożeniem do grobu. Można go rozpoznać po tłumie pielgrzymów modlących się przy nim, dotykających go w mniej lub bardziej inwazyjny sposób. Po prawej znajduje się tradycyjna Golgota, czyli miejsce ukrzyżowania Jezusa. Poprzez oszkloną podłogę można zauważyć fragment skały do której był przytwierdzony krzyż. Po lewej natomiast wchodzi się do rotundy z Grobem Pańskim.

W Grobie Pańskim

Odstaliśmy swoje w kolejce do grobowca. Owo oczekiwanie polegało na robieniu zdjęć wszystkiemu dookoła i nie mieliśmy poczucia jakiegoś specjalnego mistycyzmu wśród współoczekujących. Być może dlatego, że nie byliśmy częścią zorganizowanej pielgrzymki, a zbiorowiskiem turystów chcących zobaczyć najważniejsze miejsce chrześcijaństwa. Trudno jednak było pozbyć się wrażenia, że stosunkowo mało w tym wszystkim zadumy, refleksji, powagi. Nad głowami ludzi w kolejce nie unosiły się „języki ognia”, a świeciły smartfony na selfie-stickach. A „ostatni byli pierwszymi” w taki sposób, że dogadali się z jakimś przewodnikiem, który za drobną opłatą wprowadzał turystów do grobowca poza kolejką. Koptyjski mnich, który owego wejścia pilnował, dla pozorów trochę pomarudził ale widać było, że jesteśmy świadkami większego układu, działającego tak od dłuższego czasu.

Wśród "atrakcji" Jerozolimy spotkamy również grupki żołnierzy i policji pilnujące bezpieczeństwaSam grobowiec na pewno nastraja mistycznie, głównie dlatego że jest ciemny, mroczny, wchodzi się do niego w pojedynkę, trochę pochylonym. Kapliczka obwieszona złotymi lampionami i wisiorkami swoją stylistyką nie przypomina miejsc kultu, które znamy z Europy, jednak zdążyliśmy się do tego przyzwyczaić. Wychodzimy ze świątyni zmęczeni, opuszczamy Dzielnicę Chrześcijańską z pewnym niedosytem – nie spodziewałem się u siebie większych przeżyć mistycznych, żadnego objawienia ani muśnięcia boskiej mocy. Jednak liczyłem na to, że tego typu odczucia będą widoczne u innych ludzi obecnych w bazylice i że będę ich świadkiem. Trochę tego było za mało jednak.

Dzielnica Ormiańska w Jerozolimie

Ostatnia z dzielnic starego miasta Jerozolimy to Dzielnica Ormiańska. Ormianie byli pierwszymi chrześcijanami zamieszkującymi Jerozolimę i tradycyjnie zajmują najmniejszą część wewnątrz antycznych murów. Oprócz rozsądnie utrzymanej czystości, całkiem zadbanej architektury i kilku otwartych kościołów – nie znaleźliśmy wielu atrakcji w tym miejscu. Było pusto, niewiele się działo, brakowało nawet namolnych sprzedawców, którzy mogliby urozmaicić nam spacer.

Postanowiliśmy zakończyć zwiedzanie tego dnia kawą po turecku w lokalnej kawiarni. Nic tak nie smakuje w tej szerokości geograficznej, jak lekko posłodzona, gorąca, fusiasta kawa po turecku 🙂

1 Comment

  1. […] ambitnym zwiedzaniu dnia poprzedniego, w sobotę mieliśmy w planach przejazd nad Morze Martwe. Aby nie poświęcić […]

Dodaj komentarz