Z Jerozolimy nad Morze Martwe

Po ambitnym zwiedzaniu dnia poprzedniego, w sobotę mieliśmy w planach przejazd nad Morze Martwe. Aby nie poświęcić dnia wyłącznie na podróżowanie, postanowiliśmy poranek spędzić spacerując po murach starej Jerozolimy. Spacer po murach ukazuje inny punkt widzenia, zaglądasz ludziom w okna, patrzysz na prywatne podwórka, odgrodzone od tłumu ludzi na ulicy wysokimi murami. Daje pogląd na to, jak blisko względem siebie poustawiane są meczety, świątynie, Ściana Płaczu. Po pokonaniu ścieżki okalającej stare miasto udaliśmy się do samochodu i wyjechaliśmy w kierunku Morza Martwego.

Wybór trasy nad Morze Martwe był stosunkowo prosty. Początkowo rozważaliśmy możliwość przejazdu przez Betlejem i Hebron w kierunku Aradu. Niestety okazało się, że ta droga jest zamknięta. Nie da się przejechać przez te tereny, z powodu opanowania ich przez żołnierzy palestyńskich. Każde auto z rejestracją Izraelską jest zatrzymywane na granicy. A jeśli nawet jakiś cudem nie zostanie zatrzymane, to polecą w jego kierunku kamienie, aby nie było wątpliwości, że dalej nie powinno jechać. Nasz samochód był z wypożyczalni. Izraelskiej. Wybraliśmy więc drogę na Wschód, która nie okazała się bynajmniej nudna.

mur_jerozolima

Zanim opuściliśmy Jerozolimę wjechaliśmy do części palestyńskiej

Zorientować się było łatwo – to ta część oddzielona czterometrowym murem i z krajobrazem obfitującym w śmieci. Tak, w śmieci – palestyńską część Jerozolimy odebraliśmy jak jedno wielkie śmietnisko, na którym nieopatrznie ktoś wybudował blokowiska. Byliśmy w szoku, patrząc na sterty śmieci staczające się po zboczach wzgórz, oblewające obficie budynki mieszkalne. Tak wygląda wojna, wojna psychologiczna – przyjezdni mają widzieć, w jakim syfie mieszkają Palestyńczycy. Co nie zmienia faktu, że sami każdego dnia się do tego dokładają.

Wyjechaliśmy z Jerozolimy wczesnym popołudniem, nasza Micra pędziła z niewyobrażalną prędkością, pokonując kolejne kilometry w poziomie i w pionie. Ciekawym doświadczeniem są mijane co kilkanaście kilometrów znaczniki pokazujące aktualną wysokość nad poziomem morza. Albo raczej „pod poziomem morza” 🙂 Świadomość, że zmierzasz do najniżej położonego miejsca na ziemi w jakiś sposób ekscytuje, napawa dziwną dumą. Mijamy dwa posterunki policji; szlaban na środku drogi podnosi się, gdy żołnierze widzą, że jesteśmy turystami w wypożyczonym samochodzie.

Dojeżdżamy powoli do Ein Gedi

Miało być pięknie. Miało być słonecznie, turystycznie, plażowo. Tymczasem jest boczny parking, barierka i zakaz jej przekraczania. Skandal! Pochodziliśmy w kółko, sto metrów w jedną stronę, sto w drugą. Brak większych nadziei na plażowanie. Teren plaży, którą tak zgrabnie wypatrzyliśmy na zdjęciu satelitarnym, jest otoczony metalową siatką i bądź tu mądry… Gdzie te kąpiele w błocie? Gdzie wykwity solne? Gdzie unoszenie się na powierzchni Morza Martwego?! Ano nie tutaj.

morze_martwe

Morze Martwe wysycha, wyparowuje

Wody Jordanu, które przez wieki zasilały ten zbiornik, zostały skierowane do Jeziora Tyberiadzkiego, aby mogła z niego korzystać ludność Izraela. To spowodowało, że z szumnego morza zostały dwie sadzawki, których powierzchnia obniża się o około 70cm rok do roku. I to właśnie jest powodem zamknięcia części ośrodków nad Morzem Martwym. Po prostu nie ma tam już morza… Aby skorzystać z dobrodziejstwa słonego błotka musieliśmy pojechać dalej, do Ein Bokek.

Ein Bokek to niewielki kurort z kilkoma dużymi hotelami i infrastrukturą plażową. Spędziliśmy tutaj dwa popołudnia, leżąc na powierzchni morza i odpoczywając od zgiełku Jerozolimy. Dopadała nas refleksja nad tym, że za jakiś czas w tym miejscu będzie pustynia, o ile władze czegoś nie wymyślą. Biorąc po uwagę sytuację goepolityczną trudno jednak patrzeć w przyszłość z nadzieją.

Noc spędziliśmy w oddalonym o około 30km mieście Arad.
W planach na najbliższe dni Masada – dość tego leżenia na wodzie 🙂

2 Comment

  1. Andrzej says: Odpowiedz

    Mam pytanie, czy nie ma problemów z wypożyczeniem auta, jeśli deklarujemy, że jedziemy nad Morze Martwe. Czy wypożyczalnie nie stwarzają problemów w tej kwestii?

    1. Łukasz says: Odpowiedz

      Przy wypożyczaniu auta nikt nas nie pytał gdzie będziemy jeździć. Po prostu odebraliśmy Micrę-błyskawicę i po sprawie.
      Serię pytań odnośnie tego co planujemy robić przyjęliśmy na lotnisku, przed wpuszczeniem do kraju 🙂

Dodaj komentarz