Wyspa Skye – średniowieczna szkocka magia

wyspa skye

Wyspa Skye nie kojarzyła nam się z typowymi kierunkami urlopowymi. Ot słynna szkocka krata, trochę zamków, whisky i Braveheart. Malowniczo, ale z deczka na uboczu i bez specjalnych właściwości wypoczynkowych, których w dzisiejszych czasach wielu oczekuje od wakacyjnych destynacji. Tym bardziej niewiele wiedzieliśmy o szkockiej Wyspie Skye, tak zachwalanej nam przez znajomych, opisywanej jako miejsce magiczne. Nie mając większej świadomości walorów tego miejsca, postanowiliśmy spędzić tam Święta Wielkanocne.

Do naszej chatki dotarliśmy niemal o zmroku, przebijając się przez chaszcze wąską, polną drogą. Mimo długiej podróży, na którą składał się lot z Londynu do Inverness i przejazd wypożyczonym autem przez pół Szkocji, mieliśmy w pamięci instrukcje jak dostać się do naszego cottage’u. Do tamtej pory nie rozumieliśmy jak to możliwe, że zgodnie z informacjami podanymi przez Land Lorda, klucz do naszego wypasionego domku leży na stole w salonie a drzwi nie są zamknięte. W momencie zjazdu z drogi głównej Google Maps pokazywał nam jeszcze… 20 minut jazdy wąską ścieżynką; przestaliśmy się dziwić informacji na temat miejsca „ukrycia” klucza do naszej hacjendy. Po kilkudziesięciu minutach kluczenia między loch’ami zrozumieliśmy, jak daleko od prawdziwej cywilizacji się znaleźliśmy. W normalnych okolicznościach wpadlibyśmy w mniejszą (Ania) lub większą (ja) panikę. Jednak zachwyt wyparł inne emocje z naszych głów 🙂

Wyspa Skye

Cisza. Chociaż nie do końca, bo słychać wiatr, w oddali fale, grzmoty burzy. Ale jednak cisza, bez tego „miejskiego tła”, bez tego szumu, który słychać, nawet jak jest cicho.

Na Wyspie Skye spędziliśmy 5 dni i to był wystarczający czas aby zobaczyć wszystko, co warte zobaczenia i wypocząć w stopniu wystarczającym. W ciągu dnia zwiedzaliśmy, wieczorem wracaliśmy do chatki, piliśmy whisky i delektowaliśmy się atmosferą przy kominku.

Na Wyspie Skye czuć magię…

…i nie chodzi tutaj tylko o to, że ma się poczucie bycia w jakiejś bajce. W jakiejś powieści fantasy, wśród pociesznych hobbitów, wróżek i innych stworów. Tutaj czas zaczyna płynąć inaczej…

Wszystko dzieje się baaardzo wolno. Niemal w ogóle nie widać ludzi, a ci, których widać, są jacyś tacy inni, jakby z innej planety, takiej krążącej po wolniejszej orbicie. I ten brak pośpiechu, ten spokój wprowadza atmosferę jakiejś wyjątkowości. Nawet drogą nie da się jechać szybko, ponieważ jest tak wąską, iż mieści tylko jeden samochód. Powoli mija się napotkanych przejezdnych dzięki szerszym mijankom, rozrzuconych co kilkaset metrów. Zwykłe rzeczy tutaj nabierają jakiejś niezwykłości.

portre_na_wyspie_skye

Wyspa Skye a warunki pogodowe

W tę magiczną atmosferę wpisuje się również pogoda. Ta nie jest powolna i leniwa, a raczej szorstka, surowa, zmienna. Mgły przetaczają się przez wzgórza, co kilkanaście minut to sypnie śniegiem, deszczem, gradem; to wyjdzie słońce, by za moment zostać zasłoniętym kolejną burzową chmurą. Raz obserwujemy piękne ośnieżone szczyty pobliskich gór, to znowu nie widać nic poza strugami deszczu targanymi przez wiatr. Pogoda nie jest „brytyjska”, jest prawdziwie „szkocka” i daje poczuć głęboko w kościach jak kształtuje ludzi żyjących tutaj przez wieki…

Pogoda na Wyspie Skye

Made by the sea…

Wyspa Skye nie jest szczególnie bogata w klasyczne atrakcje turystyczne. Jest tutaj kilka zamków, kilka view-pointów, kilka pomniejszych miejsc do zobaczenia. Koniecznie należy zwiedzić destylarnię whisky Talisker; dzięki wycieczce po destylarni można zrozumieć proces produkcji tego szlachetnego trunku oraz poczuć dlaczego właśnie szkocka whisky jest najlepszą na świecie. Jej hasłem reklamowym jest „made by the sea” i wierzcie bądź nie – na Wyspie Skye czuć, że to prawda! Racząc się nią później, po powrocie do kraju, wielokrotnie przenosiliśmy się w czasoprzestrzeni z powrotem na Skye, czując słony smak morza na języku, słysząc huk wiatru za progiem.

wyspa_skye_destylarnia_talisker

Oczyszczenie duszy

Wyspa Skye oczyściła mnie. Zderzyła człowieka na co dzień biegnącego przed siebie, zaliczającego kolejne checkpointy, przeżywającego życiowe epizody szybko, acz treściwie. Te kilka dni w tym surowym miejscu pokazały, jak mali jesteśmy względem sił natury, w porównaniu do grubo ciosanych ludzi „z przeszłości”, którzy każdego dnia musieli walczyć o przetrwanie, wyrębując sobie drogę przez życie gołymi rękami. Czasami warto zatrzymać się, na chwilę podumać nad niezłomnością człowieka i natury. A Skye jest najlepszym miejscem do takich przemyśleń…

Dodaj komentarz