Doha, zwiedzanie stolicy Kataru w 23h

W drodze do Tajlandii przyszło nam spędzić niemal dobę w mieście Doha, stolicy Kataru. Postanowiliśmy kupić wizę i zwiedzić miasto, przespać się w normalnym hotelowym łóżku, zamiast gnuśnieć na lotnisku. 23 godziny, które spędziliśmy w tym miejscu, wywarły na nas silne wrażenie. Widzieliśmy skrajności: od biednych robotników z Bangladeszu przekopujących beznadziejnie trawnik w 40-stopniowym upale, po niewyobrażalnie drogie samochody sunące między nimi, na tle wieżowców. Skrajności zawsze najmocniej zapadają w pamięć.

Coca-Colę poznacie wszędzie na świecie

 

Doha, trochę inny świat…

Wylądowaliśmy moment przed 23:00 czasu lokalnego, po ponad 5h lotu. Lotnisko Hamad International Airport przywitało nas nowoczesnością, przepychem, skalą dotychczas przez nas niespotykaną. Szybkie przejście przez bramki, wiza za $28 od łebka i piękny Katarczyk w ichniejszej chuście na głowie wypuszcza nas „na miasto”. Próbujemy złapać taksówkę, później Ubera. Po chwili się udaje, jakiś Hindus wiezie nas wypaśną gablotą w kierunku hotelu. Nim dojechaliśmy na miejsce przeczytałem SMSa od operatora, że „transmisja danych została zablokowana” ponieważ osiągnięto jakiś limit wydatków, 250 zł, czy jakoś tak. Ach te koszty roamingu danych… Trochę się zmartwiłem na początku (dwie i pół stówy piechotą nie chodzi), jednak wkrótce porzuciłem myśli o nadwyrężeniu rachunku za telefon. W końcu to pierwszy dzień wakacji i nie należy przywiązywać wagi do rzeczy przyziemnych 😉

W oddali widać drapacze chmur w Doha

Antonio fa caldo!

Mieliśmy w planie zobaczyć Dohę w ciągu jednego dnia. I był to plan ambitny, realizowalny z rozpędu, jednak nie uwzględniający pewnej klimatycznej przypadłości Półwyspu Arabskiego – UPAŁU! W ciągu dnia miasto było wymarłe, opustoszałe. Na ulicach widoczni byli jedynie wyowijani w szmaty robotnicy z Bangladeszu albo innej Birmy, próbujący zarobić w Katarze na życie wykonując najcięższe prace drogowe, budowlane lub nie mniej ciężkie – ogrodnicze. Spędziliśmy dzień na przemykaniu pomiędzy cieniami budynków, od czasu do czasu dbając o uzupełnienie płynów. Marzyłem o zimnym piwie jednak wiedziałem, że pozostanie ono w sferze marzeń w tym islamskim kraju, przynajmniej do czasu powrotu na lotnisko. Wytchnienie od skwaru znaleźliśmy dopiero w klimatyzowanym Muzeum Sztuki Islamskiej.

Muzeum Sztuki Islamskiej w DohaMuzeum Sztuki Islamskiej w Doha to piękny budynek, przypominający swoją bryłą ukrytego w chustach beduina, patrzącego w kierunku pustyni. Wspaniałe, nowoczesne miejsce, z duża ilością eksponatów dotyczących historii i kultury islamskiej, zajęło nam ponad 3 godziny. Dzięki temu palące słońce zdążyło się skłonić ku Zachodowi i miasto powoli zaczęło żyć. W dzielnicach mieszkalnych zaczęli pojawiać się ludzie, stragany zapełniły się przekupkami, zobaczyliśmy nagle zupełnie inne miejsce. Wcześniej byliśmy na innej planecie, teraz poczuliśmy się znowu jak na Ziemi.

Czy warto odwiedzić Dohę?

Odpowiedź na to pytanie nie jest bynajmniej prosta i należy ją rozpatrywać w dwóch wymiarach. Pierwszy to wymiar turystyczny, uwzględniający zabytki, spędzanie miło czasu, zwiedzanie atrakcji turystycznych, lokalne jedzenie. Doha w tym wymiarze ma niewiele do zaoferowania, poza wspomnianym Muzeum Sztuki Islamskiej i meczetem o spiralnym minarecie. Nie ma tutaj wielu atrakcji czy też restauracji; spacerowicze zwiedzający okolicę nie zaznają wielu ciekawych wrażeń, a ich energia życiowa zostanie wyssana w tym upale.

W Doha można znaleźć nawet taki meczetDrugi wymiar to wymiar ludzkiej ciekawości, w którym szczegóły wyłowione z otoczenia w zderzeniu z wiedzą i wyobrażeniami nabierają innej wartości. Weźmy na przykład kwestię infrastruktury – niby nowoczesne, wielopasmowe drogi, a jednak brak chodników, nie da się spacerować. Niby piękne, zielone trawniki, ale utrzymane ogromnym kosztem pracy robotników z trzeciego świata. Niby piękne, strzeliste wieżowce na horyzoncie, bogate jachty i burżujskie samochody, ale widać je ponad i pomiędzy slumsowymi budynkami, w których wnętrzu toczy się zupełnie inne życie, głównie wieczorami…

I sam fakt braku ciekawostek do zwiedzenia jest wart odnotowania, wart zapoznania się i odczucia na własnej skórze 🙂

Dodaj komentarz