Zapuszczone piwnice, czyli zwiedzanie Porto

porto_dojrzewajace_w_beczkach

Planując zwiedzanie Porto nie sposób pominąć słynnych piwnic, znajdujących się na drugim brzegu rzeki, w Villa Nova de Gaja. Nasz wzrok zatrzymuje się na pojedynczych napisach na murach, na dachach. Producenci porto sygnują nimi swoje piwnice i magazyny, pokryte klasyczną czerwoną dachówką, z pojedynczymi oknami i wąskimi wejściami. Nie ma tutaj krzykliwych napisów zachęcających do zwiedzania, jednak piwnice są obowiązkowym punktem do zobaczenia w Porto, nie tylko dla miłośników porto 🙂

Czy w Porto robi się porto?

Otóż nie – porto powstaje kilkadziesiąt kilometrów na wschód od Porto, w dolinie rzeki Duero. Historycznie natomiast to właśnie w Porto znajdowały się biura handlowe producentów tego trunku oraz właśnie magazyny, z których ładowano beczki na barki płynące w świat. Kiedy o środkach komunikacji na odległość nawet nie marzono, koniecznym było składowanie odpowiedniego zapasu w porcie, aby w przypadku nawinięcia się jakiegoś ochoczego kupca móc mu opchnąć akurat nasz produkt.

 

porto_lezakujace_w_beczkachTamte czasy dawno minęły, ale pozostały po nich magazyny. Niektóre z nich zostały udostępnione do zwiedzania turystom, dlatego część z nich służy też ciągle przechowywaniu trunku – bo cóż by to było za zwiedzanie Porto, kiedy za opłatą oglądałoby się pusty magazyn? No właśnie…

Cockburns, czyli płonące co?! Eeee…

Wybrana przez nas piwnica miała bardzo fantazyjną nazwę 🙂 Miły Jorge (albo inny Christiano) pełniący zaszczytną funkcję przewodnika po piwnicy już w pierwszym akapicie swojego oprowadzania zastrzegł sposób wymowy i skąd pochodzi ta nazwa. „Ko-berns”, nie „Kok-berns”, ponieważ to jest nazwisko pochodzącego ze Szkocji założyciela winiarni. No niech mu będzie, dla mnie zawsze będzie płonącym członkiem 😉 Po ponownym skupieniu uwagi zwiedzających, przewodnik wprowadził nas w czeluści piwnic.

beczki_porto_lezakujace_w_zapuszczonej_piwnicy

Duże i małe beczki na porto

W piwnicy było chłodniej niż na zewnątrz, jednak nie można było powiedzieć, że czuć tutaj jakiś większy ziąb. Po prostu temperatura w kategoriach głębszego cienia, ot może przed południem. W przeciwieństwie do świata zewnętrznego, panował tutaj półmrok, oświetlany od czasu do czasu pojedynczymi lampami, zapalanymi zgodnie z trasą wycieczki.

W kręgu światła ukazywały nam się beczki wszelakie. Duże, małe, leżące jedna na drugiej i osobno, poziomo położone i postawione na sztorc. Z niezrozumiale wykreślonymi numerkami, datami, sygnaturami. Z miarkami pozwalającymi na odlewanie i zapieczętowane na amen. Nowe, niemal błyszczące i niepasujące do tego miejsca i stare, rozpadające się, z grubą warstwą kurzu i pajęczyn.

beczka_z_porto_za_15_mln_euro

Beczka porto warta miliony euro

Kluczyliśmy wśród tych beczek, napawając się atmosferą czegoś wyjątkowego, spokojnie czekającego na „swoje czasy”. Nabierającego wartości w ciszy, dojrzewającego w półmroku. Zatrzymaliśmy się przy jednej z beczek…

Beczka jak beczka, trochę brudniejsza i bardziej zakurzona od pozostałych, jednak nie zwraca szczególnej uwagi, nie wybija się z tłumu. Numerki równie niewiele mówiące co na pozostałych, kusi tylko stara data bielejąca na deklu. Rodrigo twierdzi, że to najstarsze porto jakie tutaj mają, że jedna litrowa butelka kosztuje 5000 euro, a w tej beczce jest 3000 litrów. Synapsy pracują, szybka kalkulacja i dochodzę do wniosku, że w tej zapyziałej piwnicy, z powybijanymi oknami i dziurami w dachu trzymają beczkę wartą 15 mln euro!

degustacja_tawny_i_ruby_porto_w_cockburns

Na koniec degustacja porto

Po przebyciu piwnicy wzdłuż i wszerz, po nauczeniu się technik produkcji beczek do porto i ile wina powstaje z kilograma winogron, wracamy do pierwszej sali. Czeka nas jeszcze degustacja, podczas której nasze podniebienie będą raczone dwoma rodzajami porto: tawny i ruby. Tawny, bardziej drzewne w smaku, wędzone, starzone w beczkach przypada nam do gustu bardziej, niż ruby – typ leżakujący w butelkach, co przekłada się na jego bardziej owocowy i żywy smak.

Przy wyjściu zaopatrzyliśmy się w kilka butelek dla rodziny i znajomych, a także dla nas na resztę podróży. Przecież nie mogliśmy pozwolić, aby dalsze zwiedzanie Porto przebiegało bez dostępu do otwartej butelki porto 🙂

1 Comment

  1. […] Zrobiliśmy kilka zdjęć, popodziwialiśmy kunszt budowniczych kaplicy i wyszliśmy na słoneczną ulicę przed kościołem. Kontekst pogodowy nie pomagał w mistycznym przeżywaniu tego doświadczenia. Wyruszyliśmy na Północ, do Porto… […]

Dodaj komentarz