Golden Triangle, czyli opium i wódka z robaków

biała świątynia w tajlandi

Fajnie odwiedzać miejsca, które kiedyś stanowiły istotny element relacji międzypaństwowych, nawet jeśli chodziło o relacje narkobiznesu (kiedyś tak się nie mówiło). Do takich miejsc zaliczyć można Golden Triangle, czyli obszar między Tajlandią, Birmą, Laosem i Wietnamem, gdzie do połowy XX wieku produkowano opium. Władzom Tajlandii udało się ten proceder ukrócić co poskutkowało tym, że wyspa leżąca na środku rzeki granicznej stała się regularnym targiem, na którym ów narkotykiem przez kolejne lata handlowano…

Biała Świątynia z rana (jak śmietana)…

kunsztowne zdobienia w białej świątyniWstać nie było łatwo, zwlec się z łóżka bladym świtem. Nie, żeby podczas urlopu w ogóle było łatwo wstawać. Bus miał przyjechać po nas przed 7:00, odebrać spod hotelu i wywieźć z Chiang Mai na Północ, w kierunku granicy z Laosem. W programie wycieczki mieliśmy jeszcze słynną Białą Świątynię w Chiang Rai (Wat Rong Khun), do której doturlaliśmy się przed południem.

Owa Biała Świątynia to rzecz całkiem nowa, jej budowę rozpoczął w 1997 roku pewien artysta-milioner, który zamierza budować ją aż do 2070 roku i tym czynem wykupić sobie u Buddy łaskę życia wiecznego. Pewnie w tym celu umieścił wewnątrz malowidła przedstawiające Elvisa, Batmana i Supermena, World Trade Center, Neo z Matrixa i Kung Fu Pandę. Z takimi plecami żaden bóg nie odmówi mu zbawienia 🙂

Pooglądali, pomknęli dalej…

Golden Triangle

golden triangleTuryści są wprowadzani w błąd. Zawozi się ich do środka trójkąta i mówi, że to jest właśnie Golden Triangle. W rzeczywistości pojęcie to dotyczy terenu o wiele większego, obejmującego obszar 350 tysięcy kilometrów kwadratowych. Ale trudno wozić turystów po takim terenie – ani to wygodne, ani specjalnie ciekawe, ani tym bardziej dochodowe. Stąd punkt, w którym zbiegają się granice Tajlandii, Birmy i Laosu nazywa się Złotym Trójkątem i kumuluje atrakcje w tym miejscu. Wietnam się nie załapał…

Na miejscu można przewieźć się po rzece całkiem sporą łódką, która swoim wyglądem wymusza założenie obskurnej kamizelki ratunkowej. Widać z niej natomiast obydwa brzegi rzeki, można podziwiać pokaźne posągi Buddy i kopuły świątynne oraz jak dobry bóg pozwoli – dopłynąć nią do Laosu. Tam z kolei czeka shopping 😉

Na straganie w dzień targowy

łódź płynąca na drugą stronę rzeki do laosuMajfrendy sprzedają najbardziej oryginalne podróbki torebek guczi, szanel i innych golcze banana. Można napić się wódki zrobionej ze skolopendrów, skorpionów, węży i innych wijów. Wszystkie oczywiście działają na zdrowie, na potencję, na urodę. Paciorki, wisiorki, pierdółki. Do wyboru, do koloru.

Przetoczyliśmy się tam i z powrotem, dwa razy. W jedną i drugą stronę. Wypiłem wódkę ze skorpiona, która smakowała jak wódka ze skorpiona (dziwne). Potem ratowałem się piwem Leo z przenośnej lodówki, które miłosiernie zabiło posmak skorpiona. Wsiedliśmy w łódkę i wróciliśmy na tajski brzeg…

The northern most of Thailand

the northern most of thailandLądowa granica pomiędzy Tajlandią i Birmą przebiega wzdłuż małej rzeczki, rozdzielającej miasteczko Mae Sai po stronie tajskiej od Tachileik po stronie birmańskiej. Rzeczka jest mała, ale na tyle groźna, że odgrodzono ją od ruchliwych uliczek wysokim płotem z drutem kolczastym 😉 Nad chodnikiem przy przejściu granicznym wznosi się łuk z napisem „THE NORTHERN MOST OF THAILAND”, a tuż za łukiem znajduje się (nomen omen) most.

Czy warto? Warto! Jeśli gustuje się w wódce z dziwnych gadów – warto po dwakroć! Jeśli lubi się podróbki znanych marek modowych – warto po trzykroć! Jeśli lubi się… eeee…. 😉

Dodaj komentarz