Duże rzeczy w dużej Ameryce

Zachód słońca nad Mostem Golden Gate w San Francisco

Czy Amerykanie mają manię wielkości? Wszak wszystko w USA jest większe niż w Europie. Sam kraj jest sporych rozmiarów, większość stanów odpowiada powierzchnią typowym europejskim państwom. Każdy wie, że prezydent Trump zamierza sprawić, aby Ameryka była great again, budując między innymi wielki mur chiń… tfu, meksykański, na granicy z południowym sąsiadem. Nie tylko hipotetyczny mur jest wielki – podczas naszej podróży po Stanach doświadczyliśmy budowli, które zdecydowanie do małych nie należały…

Chicago kontra Nowy Jork – bitwa na wieżowce

Nie odkryję Ameryki, jeśli przytoczę amerykańskie drapacze chmur, jako przykład zaspokojenia potrzeby wzniesienia się ponad maluczkich. Opracowanie końcem XIX wieku technologii pozwalającej na stawianie budynków w oparciu o stalową ramę sprawiło, że Chicago i Nowy Jork wystrzeliły w górę. Projektanci prześcigali się w dokładaniu kolejnych pięter do swoich nowych konstrukcji, chcąc dzierżyć tytuł najwyższego budynku na świecie. Efektem tego są dwa miasta, w których najłatwiej poczuć wielkość USA.

Manhattan widziany z Brooklynu po zachodzie słońca
Manhattan widziany z Brooklynu po zachodzie słońca

W Nowym Jorku obowiązkową pozycją jest Empire State Building, który od momentu wybudowania w 1931 aż do 1972 roku był najwyższym budynkiem na świecie. W środku wszystko wręcz kipi przepychem, marmurami, złotem, co w czasach Wielkiego Kryzysu miało być dowodem na to, że USA się trzyma, że przetrwa trudny okres i wyjdzie z niego silniejsza, jak na imperium przystało. Warto wyjechać na taras widokowy na szczycie Empire State Building, aby popodziwiać panoramę miasta ze środkowego Manhattanu. No i kiedy stojąc na górze patrzysz w dół wiedząc, że ten budynek powstał 86 lat temu (!), to jednak czuć to „empire” w nazwie 🙂

Skyline w Chicago
Skyline w Chicago

Tytuł najwyższego budynku świata Empire stracił na rzecz WTC, który cieszył się z tego miana tylko przez rok. Już 1973 roku musiał ustąpić Sears Tower w Chicago, który pobił go o 1 metr 🙂 Od 2009 roku Sears Tower nosi nazwę Willis Tower, co spotkało się ze zdecydowanym sprzeciwem mieszkańców i turystów, którzy konsekwentnie używają starej nazwy. Wtedy też na 103. piętrze zainstalowano szklane klatki, dzięki którym można doświadczyć spaceru po szkle zawieszonym kilkaset metrów nad ziemią. Wrażenie – kosmos 🙂 Mieliśmy okazję stąpać po tym szkle i naprawdę zapiera to dech w piersiach. Niby wiesz, że to jest dość wytrzymałe, bo pancerne i w ogóle. Niby masz świadomość, że każdego dnia swoje stopy stawiają na tej szybie tysiące turystów, że Amerykanie do najlżejszych nie należą, a jednak nikomu nic się nie stało. Jednak mózg mówi:

„Nie! Stój! Nie chodzi się po szkle czterysta metrów nad chodnikiem!” 🙂

Spacer w przestworzach - Skydeck na Willis Tower w Chicago
Spacer w przestworzach – Skydeck na Willis Tower w Chicago

World Trade Center Great Again

Dalej na południe, na Lower Manhattan stał swojego czasu World Trade Center, który był najwyższym budynkiem w Nowym Jorku. Wiadomo, co się z nim stało…

Widok na One World Trade Center w Nowym Jorku
Widok na One World Trade Center w Nowym Jorku

Obecnie w miejscu starego WTC postawiono memoriał, który przypomina o tragedii z 2001 roku, a obok trwa budowa nowego kompleksu, który docelowo ma składać się z czterech wieżowców. Pierwszy z nich, 1 World Trade Center, został oddany w 2014 roku i przejął od Willis Tower tytuł najwyższego budynku w Stanach Zjednoczonych. Na górze znajduje się One World Obserwatory, które jest oczywiście kolejnym istotnym punktem widokowym. Dużym punktem. Z całkiem znaczącym widokiem.

A ponieważ najwyższy budynek USA musiał zostać odpowiednio zademonstrowany, nie dało się po prostu wypuścić ludzi z windy i niech sobie obczajają widoczki. O nie! Trzeba było zbudować ruchomą ścianę, pod którą ustawia się cała wycieczka czekając na punkt kulminacyjny. I nagle ściana idzie w górę ukazując całkiem miły widok. Ale żeby robić to z taką pompą? Naszym zdaniem przesada, no chyba że ktoś rzeczywiście pierwszy raz w wieżowcu, to może czuć się zaskoczony i zauroczony. My uznaliśmy, że to podręcznikowy przykład przerostu formy nad treścią. Empire był ciekawszy 😉

Top of the Rock!

Widok z Empire State Building na budynek Rockefeller Plaza i taras Top of The Rock. W tle widać Central Park.
Widok z Empire State Building na budynek Rockefeller Plaza i taras Top of The Rock. W tle widać Central Park.

W Nowym Jorku wart uwagi jest również taras Top of the Rock przy Rockefeller Plaza. Jest on trochę niższy niż ESB i WTC, jednak znajduje się bliżej Central Parku, dzięki czemu widok jest trochę inny. No i to jest taras, podobnie jak na Empire State Building, co w porównaniu do zamkniętego piętra One World Obserwatory pozwala bardziej poczuć miasto, na które się patrzy. W naszym przypadku nie udało się specjalnie na to miasto popatrzeć, gdyż doświadczyliśmy całkiem zaawansowanej w swojej gęstości mgły. Więc doświadczanie miasta ograniczyło się do onirycznego obserwowania mgły, jak we śnie 🙂

Lunch Atop a Skyscraper Charles Clyde Ebbets
„Lunch Atop a Skyscraper”, Charles Clyde Ebbets

Co nie zmienia faktu, iż samo zwiedzanie Top of the Rock było bardzo miłym przeżyciem. W budynku bowiem jest przedstawiona historia Johna D. Rockefellera, inicjatora i fundatora budowy Rockefeller Plaza. Historia o tym, jak trudne i ryzykowne było to przedsięwzięcie, zarówno pod względem finansowym, jak i organizatorskim. No i człowiek dowiaduje się, że to właśnie podczas budowy tego kompleksu wykonano chyba najsłynniejsze zdjęcia robotników pracujących na wysokości. Tak, tych samych, którzy „bez trzymanki” siedzą sobie na stalowych belkach na wysokości kilkuset metrów nad ziemią i podjadają sobie lunch. Kolejny kosmos 🙂

Ale dość o Nowym Jorku i Chicago, czas przenieść się na zachód…

Zderzenie z Las Vegas

Podstawa kopii Wieży Eiffla w Las Vegas przy Hotelu Paris
Podstawa kopii Wieży Eiffla w Las Vegas przy Hotelu Paris

A zachód w USA to najzwyczajniej Dziki Zachód. A perełką Dzikiego Zachodu jest właśnie Las Vegas ze swoją imponującą dzielnicą Strip. To tutaj znajdują się zbudowane z niesamowitym, wręcz irracjonalnym, rozmachem hotele, charakteryzujące się różnoraką stylistyką. I tak mamy Caesars Palace, czyli gigantyczny kompleks w stylu antycznego Rzymu, ze strzelistymi kolumnami i kelnerkami ubranymi w stroje rzymskie. Mamy Paris, stylizowany na stolicę Francji, z uwzględnieniem repliki Wieży Eiffla w skali 1:2 i Łuku Triumfalnego mierzącego 2/3 wysokości pierwowzoru. Mamy również Bellagio, superluksusowy hotel w stylu włoskim, z wielkim ponad 3-hektarowym sztucznym jeziorem i tańczącą do muzyki ogromną fontanną. Mega 🙂 Zawsze możecie odwiedzić też Stratosphere Hotel, gdzie z liczącej 350 metrów wysokości wieży można podziwiać panoramę miasta, albo skoczyć na bungee ;p

Miałem problem ze zmieszczeniem Zapory Hoovera w obiektywie
Miałem problem ze zmieszczeniem Zapory Hoovera w obiektywie

My, po tym jak Las Vegas zawróciło nam w głowie, udaliśmy się na wycieczkę do Wielkiego Kanionu, po drodze zaliczając Hoover Dam. Zapora Hoovera to kawał cudu inżynierii, nie da się obok niej przejść obojętnie, a dzięki wybudowanemu kilka lat temu wiaduktowi można podziwiać tę niebagatelną budowlę niemal z lotu ptaka. Maleńkie samochody widziane z góry wyglądają jak pudełka zapałek, a całej tamy nie udało mi się uchwycić w obiektywie 24-105! Nie przemyślałem tego do końca, pakując sprzęt foto… Myślałem, że zawsze można się trochę oddalić, aby dłuższym obiektywem jednak objąć dany obiekt. A tutaj okazało się, że nie można 😉

Wieeeelki Kanion Kolorado

Z kolei Grand Canyon został tak nazwany nie bez powodu. Jest tak spektakularny, że gdy siedzisz na krawędzi urwiska i wpatrujesz się w dal, to czuć maluczkość człowieka. Wyobrażasz sobie, że ten cud natury nabierał swoich kształtów przez miliony lat, żłobiony przez wspaniałą rzekę Colorado. I że miliony ludzi patrzyły na ten sam widok przez ostatnie tysiące lat i miały podobne przemyślenia. I że po tym, jak ostatni człowiek zobaczy ten widok, długo nic się w nim nie zmieni. Ehhh…

Wielki Kanion Colorado został tak nazwany nie bez powodu
Wielki Kanion Colorado został tak nazwany nie bez powodu

My zdecydowaliśmy się „zlecieć” na dno Kanionu helikopterem i wydaje nam się, że nie ma lepszego sposobu aby poczuć jego głębokość. Kiedy helikopter powoli opuszcza się w głąb żłobienia, a maleńkie łódeczki na dnie zaczynają równie powoli się powiększać, zaczyna się czuć skalę tego zjawiska. Na dole jest o wiele cieplej, duszno wręcz, gdy na górze jest bardziej rześko. To jest w porywach ponad półtorej kilometra różnicy wysokości w pionie!

And if you are going to San Francisco…

Scenka rodzajowa - komentarz zbędny
Scenka rodzajowa – komentarz zbędny

Po przeżyciach takich miast jak Nowy Jork, Chicago i Las Vegas, byliśmy przygotowani na kolejne duże dzieła architektoniczne właśnie w San Francisco. Podczas naszego road tripu postanowiliśmy przejechać z Las Vegas do San Francisco i dostać się do niego od strony północnej, mostem Golden Gate. Muszę przyznać, że ta kupa czerwonej stali robi wrażenie, kiedy będąc jeszcze dość kawałek od miasta ukazuje się na horyzoncie. Zbliżając się do niego obserwowaliśmy rosnące gigantyczne pylony, które podtrzymują konstrukcję wiszącego mostu. Zdecydowanie przeżycie godne polecenia…

Mieliśmy okazję przejechać mostem Golden Gate w sposób jeszcze bardziej emocjonujący. Wypożyczyliśmy w mieście rowery i zrobiliśmy trasę od San Francisco wzdłuż wybrzeża, poprzez most i dalej do miasteczka Sausalito. Tam zatrzymaliśmy się na lunch z owoców morza z widokiem na miasto. Bardzo miłe popołudnie pomimo iż okazało się, że słońce plus wiatr w San Francisco potrafi nieźle dopiec. Wyglądaliśmy jak raki, zostawione zbyt długo na słońcu!

Zachód słońca nad Mostem Golden Gate w San Francisco
Zachód słońca nad Mostem Golden Gate w San Francisco

Poza mostem Golden Gate, San Francisco nie może się pochwalić aż takimi rosłymi konstrukcjami, jak pozostałe odwiedzane przez nas miasta. Jednak nie sposób odmówić mu uroku, wyjątkowości, kiedy spaceruje się przez te wszystkie strome, pofalowane ulice. Oraz gdy patrzy się w kierunku zachodzącego słońca, znikającego gdzieś w oceanie, za Golden Gate. Znajduję to w sumie zabawnym, że tam dalej na zachód jest Daleki Wschód 😉

Dodaj komentarz