Czeska Praga, czyli w oparach Absynthu

Praga - widok na Most Karola

Czesi to niesamowity naród. Od kiedy pamiętam fascynował mnie ich stosunek do świata i przy każdym spotkaniu z nimi odczuwam dużą dozę sympatii. Bo jak tu nie lubić narodu, w którym wypija się najwięcej piwa per capita, gdzie niemal 3/4 ludzi deklaruje ateizm (najbardziej zlaicyzowany kraj na świecie) oraz gdzie od 2010 roku zalegalizowane jest posiadanie większości narkotyków?! I taki stwór wyrósł tuż przy granicy z Przenajświętszą Rzeczpospolitą… Z okazji Ani urodzin, na przedłużony weekend, ugościła nas Praga…

Praga stara ale nowa

Panorama Pragi z widokiem na HradczanyKółka walizek niemiłosiernie tłukły się po bruku, przypominając nam, że może i walizki się nie nosi, ale w niektórych miejscach zwraca na właściciela uwagę okolicznego tłumu. Już dawno myślałem o plecakach, które zmieszczą się do bagażu podręcznego w Ryanairze i głośny przemarsz przez miasto przypominał mi tylko o tych rozważaniach. Ładnie tu, wszystko takie odnowione, takie czyste. Nie straszą pustostany, tynk się nie sypie, nie kruszy, ściany nie umazane graffiti. Stare Miasto zdecydowanie śliczniutkie, przypominające nasz ukochany Kraków, a nawet przerastające go pod względem ładności i nowości.

Harmonista na Moście KarolaWiało i kapało z nieba momentami, co przekładało się na osobiste znaczne odczucie zimna. Jest listopad – ma być zimno. Nasz ulubiony sposób zwiedzania, z wykorzystaniem kończyn dolnych (każdy swoich własnych), był obarczony ryzykiem pogodowym, ale zdecydowanie nie mogliśmy narzekać. Każdego dnia nasze nogi przeszły około 20km, co pozwoliło nam wydeptać Pragę w te trzy dni dość znacznie.

Dach Bramy Prochowej w PradzeByliśmy zatem i na Moście Karola i na Hradczanach, i w Wyszehradzie, i na Wieży Petrińskiej i na Bramie Prochowej. Niemal udało nam się wejść na wieżę ratuszową (była zamknięta z powodu renowacji) oraz zobaczyć dawny cmentarz żydowski (był zamknięty z nie-wiadomo-jakiego powodu). O tych punktach turystycznych możecie poczytać sobie w każdym przewodniku więc pozwólcie, że przejdę dalej. Czyli do absyntu…

Praga i zielona wróżka

Absynt sprawił, że czuliśmy się dziwnieWyczekiwaliśmy menu, rozsiadłszy się w całkiem wygodnych fotelach. Rozcierałem w myślach łydkę, która po całym dniu chodzenia zaczęła delikatnie dawać o sobie znać. Koniecznie muszę poćwiczyć jak wrócimy… Menu Absyntherii okazało się wypełnione po brzegi różnymi absyntami, czeskimi, francuskimi, szwajcarskimi – nie mając doświadczenia w piciu tego trunku zdaliśmy się właściwie w całości na rekomendację kelnerki. Po chwili na stoliku pojawiły się parujące kielichy, podtrzymujące mętną ciecz o zielonkawym kolorze, aby ta nie rozlała się na stolik. Ziołowa zawartość, słodkawa, goryczkowa, spływała do żołądka kojąc zmęczone całodniowym spacerowaniem ciało (i duszę w sumie też, ale to raczej oczywiste).

Absynt w AbsynteriiI tak każdego wieczoru zasiadaliśmy w Absyntherii racząc podniebienie absyntem oraz oczy procesem jego przygotowania. Spowodowane to było okolicznością, iż nasza kwaterka znajdowała się na przeciwko jednego z przybytków tej sieci – jak mogliśmy z tego nie skorzystać? Było pięknie, romantycznie, dekadencko, klimatycznie – podziwialiśmy kunszt barmanów, którzy na zmianę podpalali nasączony alkoholem cukier i go gasili. To zaś rozpuszczali cukier w lodowatych kroplach kapiącej z kranika wody. Co jakiś czas spod ich dłoni wychodził fantazyjny koktajl, oczywiście na bazie absyntu. Jeśli będziecie w Pradze we dwoje, koniecznie zawitajcie do Absyntherii – traficie do niej idąc za zieloną poświatą podświetlonych drzwi 😉

Piweczko na krechę

Piweczko na krechęWitający gości w drzwiach kelner wskazał nam gestem dalszą część pomieszczenia, w głębi lokalu. Nim zajęliśmy swoje miejsca na końcu wspólnej ławy, minąwszy po drodze stadka takoż podchmielonych co wesołych turystów narodowości niemiecko-angielsko-amerykańsko-włoskiej, roznosiciel piwa przypominający swoją posturą przerośniętego hobbita zamaszystym ruchem ścierki przetarł stół. Następnie efektywnie porozumiał się z nami mówiąc „piweczko?” i nie dostrzegłszy w naszych spragnionych oczach jakiegokolwiek sprzeciwu najpierw zasadził ścierkę za pas, by uwolnioną ręką sięgnąć do ogromnej tacy, trzymanej przez ten cały czas nad lewym ramieniem. Dwa ciężkie kufle pełne ciemnego napitku wylądowały na świeżo przetartym blacie, a ponownie oswobodzona ręką sięgnęła do kieszeni, po długopis i kartkę i wykreśliła na niej koślawą kreskę…

Piwo na krechę sprawiało nam niezłą frajdęLubujemy się w legendach, tradycjach, historiach z zamierzchłych czasów, w rytuałach wyjątkowych dla danych miejsc czy ludzi. Cenimy autentyzm chwili, jeśli tylko nie jest sprokurowana przez potrzebę zaspokojenia turystycznych zachcianek turystów. Czy karczma „U Fleků”, najstarszy i najsłynniejszy browar restauracyjny w Pradze, jest miejscem stworzonym dla turystów i prowadzonym pod turystów? Oczywiście, że tak. Czy da się tam doświadczyć autentycznych obyczajów i poczuć klimat klasycznego praskiego browaru? Zdecydowanie! Bo ta kreska robi różnicę!

Piwo na wyścigi w The PubPraga jest pełna knajp, w których kolejne piwa będą znaczone kreską na kartce. Jednak w „U Fleků” połączymy to ze sposobem wydawania trunków, gdzie chłop-dąb trzyma tacę o średnicy jednego metra, balansując z tuzinem pełnych kufli i rozdając piweczka i kreseczki każdemu kto się wyraźnie nie sprzeciwi. Do tego dochodzi jakiś tam turystyczny akordeon, miodówka lub becherowka z mniejszej tacy oraz typowe czeskie specjały i… czeski klimat jak się patrzy!

(a jeśli bardzo nie chcesz pić na krechę, to możesz udać się do jednego z The Pub – tam się pije stolikami na wyścigi i samemu można sobie polewać z automatu na środku – dla miłośników techniki 😉 )

Czech do piwa musi pojeść!

„Ale jak to szukacie knajpy wegetariańskiej? W Pradze?! Przecież Czesi jedzą głównie mięso! I te swoje gulasze…”

Praga - prosiak się grillujeMagda (pozdrawiam!) odwiedziła Pragę tydzień przed nami i próba zasięgnięcia języka odnośnie wegetariańskich miejsc do konsumpcji zakończyła się powyższym stwierdzeniem. Ja nie narzekałem – lubię mięso, mięso lubi mnie, a do tego zdecydowanie lubię czeską kuchnię. Ania z kolei z mięsa świadomie zrezygnowała i okazało się, że wcale nie było tak źle. O ile najsłynniejsze czeskie specjały to knedle z dłuuuugo duszonym gulaszem mięsnym, pieczona kaczka oraz pieczeń wieprzowa z ziemniaczanymi knedlami i kapustą, to zaliczymy do nich też smażony syr, nakládaný hermelín oraz cudowną zupę czesankową. A w ostateczności zawsze mogła zawitać do jednej z budek serwujących trdelniki, czyli ciasto zakręcane w takie tuby i grillowane nad ogniem, a następnie wypełniane czym (słodkim) popadnie. Bleeeh….

Praga - budka z trdelnikamiOczywiście każdy vege ultras znajdzie w Pradze miejsce dla siebie, odbiegają one jednak od czeskich klimatów – są na modłę uniwersalną, europejską. A jeśli przyjechać do Pragi to nie po to przecież, aby jeść w takiej samej knajpie jak w Krakowie 🙂

Zawsze chętnie wracam do Pragi, magicznej, pachnącej, zalanej piwem i gulaszem z knedlami. Do zobaczenia za jakieś czas 🙂

 

BONUS: kilka tipów dla wytrwałych 🙂

Doczytałeś do końca, zasłużyłeś na kilka tipów. Randomowo wypisałem poniżej, jeśli coś więcej trzeba – pisz w komentarzach 😀

  • Praga ma metro, które jest tanie i jest super – bądź super, jedź metrem
  • lotnisko jest całkiem blisko komunikacją publiczną, więc jeśli przyleciałeś – wybierz komunikację publiczną 🙂
  • Stare Miasto jest piękne ale też całe wybrukowane drobną kostką – polecam plecak zamiast walizki na kółkach, co uzasadniłem w pierwszym akapicie tekstu
  • nie wymieniajcie pieniędzy na lotnisku, a najlepiej płaćcie kartą (ja używałem dolarowej Aliora) – ale to taki-se-tip – każdy to wie
  • sklepy z pamiątkami w centrum są ultra drogie – lepiej poszukać pamiątkarni poza Starym Miastem
  • po samym centrum najlepiej pomykać spacerkiem
  • a jak już się nachodzicie, to zawsze można wstąpić na piwo do najbliższego pubu
  • a wieczorem skosztować absyntu – nie jest tani, ale zdecydowanie wart swej ceny
  • jeśli interesują Was narkotyki – droga wolna, to jest tutaj legalne. Tylko nie zapomnijcie wypakować wszystkiego przed udaniem się w dalszą podróż, szczególnie samolotem 😉
  • Praga ma wieże, a jak chcecie wejść na którąś z nich, to sprawdźcie godziny otwarcia, bo wież jest sporo, a godzin do oglądania niewiele
  • w ogóle warto sprawdzać godziny otwarcia atrakcji, szczególnie jeśli to tylko krótki city-break
  • nie liczcie na samotne zdjęcie na Moście Karola 😉

Dodaj komentarz