Zapach Australii, czyli grill i krem z filtrem

Podróżując staramy się chłonąć miejsca w których się znajdujemy wszystkimi zmysłami. Nie tylko oglądać, ale dotykać, smakować, wsłuchiwać się w to, co nas otacza. Także wwąchiwać się w zapachy unoszące się w okolicy, napływające ze wszystkich stron. I tak oto, od momentu opuszczenia lotniska w Sydney, przez nasze nozdrza sączyły się różnorakie nuty zapachowe. Część z nich była nam znana, część zupełnie obca. Jednak od teraz zapach Australii będzie dla nas oznaczał: grillowane jedzenie i krem z filtrem.

Barbecue, czyli kangurów sport narodowy

Mawia się, że grillowanie to sport narodowy Polaków. Że jak tylko pierwsze wiosenne słońce zacznie operować trochę wyżej na niebie, zaczyna się leżing i smażing. Wszyscy pędzą w kierunku pobliskich łączek, skwerków czy też innej rzeki, dzierżąc dumnie jednorazowe grille i taszcząc foliówki z podwawelską z biedry. W Australii wygląda to trochę inaczej, o czym przekonaliśmy się już w pierwszych dniach naszej podróży.Publiczny grill w Australii

W Australii grille są wszędzie. Na każdym kroku napotykaliśmy się na nie. Pod wiatkami, dwa, czasami trzy stanowiska. Trochę inne niż u nas, elektryczne bądź gazowe, z szeroką blachą grzewczą, bez rusztu, tylko z otworem na środku odprowadzającym tłuszcz. Przy każdej plaży, przy każdym kempingu. Czyste, zawsze działające, do użytku dla wszystkich.

Dieta Australijczyka

Typowy mieszkaniec Kangurowa żywi się trochę tak jak typowy Brytyjczyk. Steki i burgery. Trudno im się dziwić – w końcu Australia należy do Wspólnoty Narodów i ma z Nową Zelandią, Kanadą i Zjednoczonym Królestwem wspólnego monarchę: Elżbietę II. Jednak podobieństw między Brytyjczykami a Australijczykami nie ma aż tak wiele. Klimat i sytuacja geopolityczna sprawia, że Aussie zachowują się bardzo odmiennie od Brytoli. Właśnie w diecie widać najwięcej podobieństw.Australijski kangur z grilla

Stek na śniadanie? Czemu nie! Grill po brzegi wypełniony mięsem? Tak ma być! Warzywa? Może się gdzieś upchnie, z boczku. Boczek… boczek… boczek… bekon! Świnka zawsze dobra. Dobra jest też owieczka i krówka – zdecydowanie wszystko pasuje na grilla i ląduje na nim niezwykle często. Całe rodziny zbierają się w parkach, skwerkach, na plażach i robią sobie obiad na ogólnie dostępnych grillach. A wraz z bryzą od oceanu niesie się zapach Australii – grillowane, lekko przypalane mięso i warzywa. Ale w powietrzu można wyczuć również inne nuty…

Nivea, wszędzie Nivea

Znacie to uczucie, kiedy w największe upały leżysz u nas na plaży i w powietrzu czuć zapach olejków do ciała, kremów z filtrem i innych wonnych kosmetycznych tworów? Otóż w Australii, oprócz zapachu grilla pomieszanego ze słoną oceaniczną bryzą, czuć zdecydowaną kremową woń Nivei. I jest ona wszechobecna.

Wybrzeże Australii pachnie jodem, grillem i kremem Nivea

Już po kilku dniach obecności w Kangurowie nauczyliśmy się porannych rytuałów. Podstawową czynnością do wykonania przed wyjściem z pokoju (bądź campera) było nakremowanie „pięćdziesiątką” całego ciała. Całego, czyli wszystko to co wystaje, bądź może wystawać spod ubrania, musi zostać pokryte warstwą białego kremu. Pominięcie tej czynności i wystawienie się na promienie palącego australijskiego słońca skutkowało szybkimi oparzeniami, już w kilka minut! Na szczęście kremy były tanie i nie omieszkaliśmy z nich korzystać obficie i często. Niech żyje SPF!

Zapach Australii

Z resztą nie tylko przyjezdni chronią się przed zdradliwym pustynnym słońcem Australii. Wszyscy rozsądni „ozis” przemieszczają się po powierzchni wyłącznie pokryci warstwą kremu z filtrem. Surferzy z kolei smarują swoje twarze grubą warstwą kremu, co z jednej strony wygląda komicznie, gdy obserwujesz mima na desce. Z drugiej jednak dodaje argumentów za przeciwsłoneczną ochroną, skoro nawet ci opaleni, wysportowani surferzy tak bardzo boją się oparzeń słonecznych. I w ten oto sposób zapach Australii to typowy zapach wakacji – Nivea 🙂Zapach Australii

 

Dodaj komentarz