Uroczy dzień w Hobbitonie

Witamy w hobbitonie

Nie lubię stosowania  przymiotników w stylu „uroczy” – kojarzą mi się ze słitaśnymi gadżetami rodem z japońskiej popkultury. Ale poszukując odpowiedniego epitetu do opisania dnia, który spędziliśmy w Hobbitonie podczas naszej podróży po Nowej Zelandii, nic bardziej trafnego nie przyszło mi do głowy. Wizyta w Hobbitonie była po prostu UROCZA!

Kuźnia w hobbiton movie set

Jak powstał Hobbiton Movie Set

Nasz camper pędził wąskimi drogami z północy na południe, mozolnie zmierzając w okolice miasteczka Rotorua. To tutaj, na farmie rodziny Anthony, zostało umiejscowione jedno z najbardziej
fantazyjnych miejsc w jakich było nam postawić kudłatą stopę – Hobbiton!

Scenka rodzajowa w hobbitonieGdy Peter Jackson podczas przygotowywania się do produkcji Władcy Pierścieni wypatrzył to miejsce z helikoptera, od razu zbudował mu się przed oczami obraz Shire. Hobbicie norki, karczma, rzeka Brandywina. Oczywiście wtedy była to niewielka dolinka, w której rosło kilka drzew nad stawem. Jednak genialny umysł filmowca dostrzegł w tym miejscu prawdziwy potencjał na stanie się planem filmowym i magiczną przemianę w Hobbiton.

Atrapa ryby czy może ryba?Po zdjęciach plan został rozebrany, jak to się zwykle dzieje ze scenografiami filmowymi – show must go on. Peter Jackson zaproponował rodzinie Anthony odtworzenie go w tym miejscu i zrobienie z tego jednej z największych atrakcji turystycznych Nowej Zelandii. Spędziliśmy tam kilka godzin i możemy potwierdzić, że im się to udało.

Rozmiary drzwi w Hobbicich norach

Ponieważ przy castingu do Władcy Pierścieni zrezygnowano z doboru aktorów względem wzrostu, ci grający hobbitów nie odstawali od ludzi i elfów. Konieczne było zatem manipulowanie perspektywą i montażem tak, aby w efekcie finalnym niziołek był niziołkiem, a czarodziej czarodziejem. Dlatego też urocze hobbicie nory musiały być różnych rozmiarów – z większymi drzwiami po to, aby przy nich hobbit wyglądał na małego, oraz z małymi drzwiami po to, aby człowiek stojący obok był duuużo wyższy. Taka tam, magia kina 🙂

Hobbici wystawiają swoje kudłate stopy z norkiCo ciekawe, żadna z chatek, które obchodzimy spacerując po Hobbiton Movie Set nie ma wnętrza. Są to tylko fasady, tworzące bajkową iluzję rzeczywistej wioski hobbitów. Wnętrza są wszak niepotrzebne – na zewnątrz jest wystarczająco hobbitowo i nic nam nie brakowało w klimacie tego miejsca. Pośród wspaniale utrzymanych roślinek, grządek warzywnych pracuje na etacie 5-8 ogrodników, w zależności od sezonu. Nakładem ich pracy udaje się utrzymać sielankowość tego miejsca, a podczas zwiedzania wyglądają oni jak prawdziwi hobbici, pracujący przy swoich ogródkach! Nawet przez moment zastanawialiśmy się, czy to nie są aktorzy, mający na celu udawanie pracy ogrodnika 😉

Hobbici jedzą ryby

W Karczmie pod Rozbrykanym Kucykiem

Hobbici rozpoczęli swoją wyprawę od wizyty w Karczmie pod Rozbrykanym Kucykiem (Prancing Pony). My nasze zwiedzanie Hobbiton Movie Set zakończyliśmy właśnie tam. W cenie biletu ma się możliwość wypicia kufelka piwa, warzonego na miejscu. A nowozelandzkie krafty są przepyszne, szczególnie popijane z drewnianych kubków w tego typu karczmie 🙂

Czyżby obok sera leżał pierścień władzy?W środku płonął ogień w kominku, dokładając swoje do klimatu tej imprezy, o na pewno nie w celach grzewczych. My jednak dopiliśmy swoje piwa na zewnątrz, delektując się widokiem Brandywiny, pobliskiego młyna oraz kuźni. Pomyśleliśmy nawet, że idealnie byłoby rozdawać turystom stroje hobbitów, aby nie kalali swoim turystycznym wyglądem tego bajkowego zakątka.

Młyn w hobbitonie na rzece Brandywinie

Rezerwacja Hobbiton Movie Set z wyprzedzeniem

Jeśli planujecie postawić swoje hobbicie stopy to nadstawcie kudłate uszy – nastał czas na garść informacji praktycznych. Aby zarezerwować bilety, konieczne jest wyprzedzenie sięgające kilku tygodni! My po sezonie, na początku ichniejszej jesieni, musieliśmy to zrobić na 3 tygodnie przed wizytą. Podejrzewam, że w szczycie sezonu może być jeszcze ciaśniej, więc zachęcamy do przyspieszenia bookingu.

Bilet rezerwuje się na ich stronie WWW, konieczna jest przedpłata z oczywistych względów. I zostawcie sobie na dojazd trochę więcej czasu niż my – nowozelandzkie drogi nie należą do najszerszych, a camper nie wyciąga więcej jak 90 km na godzinę – lepiej się nie stresować 😉

Dodaj komentarz